Na początku czekasz aż wszyscy stratowani pasażerowie, którzy pchają się do wyjścia, wysiądą. Następnie kolej na Ciebie. Tu już obowiązuje zasada "kto pierwszy ten lepszy". Jeżeli nie upadniesz na schodach do tramwaju- jesteś mistrzem ! Mi zdarza się to co trzy dni (Bo jestem ciamajdą). Stoisz już w środku i swoim spojrzeniem kalkulujesz, gdzie możesz stanąć/ usiąść.
Siadłeś ? Jesteś wygrany (pocisz się na siedząco).
Stoisz ? Game over (pocisz się na stojąco).
Zazwyczaj kiedy stoisz w tramwaju w upale, zawsze znajdzie się jakiś odważny, który dziś nie wszedł pod prysznic. Ba! On nie używa nawet dezodorantu. Wtedy właśnie błagasz Boga ,by wybaczył Ci Twoje grzechy, jeśli umrzesz w tym odorze. Nie pomoże nawet zatkanie nosa lub oddychanie przez usta ... Musisz wytrzymać, ale to przecież nic w 32 stopniach na dworze w cieniu. Jedziesz tak z tym "pachnącym" człowiekiem dziesięć przystanków modląc się, aby opuścił tramwaj. W 90% przypadków to Ty jesteś zmuszona opuścić pojazd przed nim. Załóżmy ,że się wyłamałaś. Chcesz wyjść z tramwaju, ale ... musisz przebić się przez tłum ludzi. Tak to już bywa. Nie wszyscy potrafią używać antyperspirantów, więc zadanie nie jest przyjemne. Szczególnie, gdy jesteś niska i w większości przypadków Twoja głowa znajduje się na wysokości pach. Przeciskasz się cichutko i powoli. To jest niczym Mission Impossible. Starasz się nikogo nie dotknąć i nie narażać się na komentarze typu "Ostrożniej może!"/ "Gdzie leziesz?!". Ostatnie centymetry nie są trudne. Na schodkach zazwyczaj nikt nie stoi. Otwierają się drzwi...
Wyszłaś ! Przeżyłaś ! Nigdy więcej !
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz