Wycieczka po wyspie zajęła nam cały dzień. Każdy zakątek został zwiedzony. Muzeum, jaskinie, kratery wulkanów, park narodowy Timanfaya (chyba tak się to powinno pisać)... Wszystko. Mimo, że wiatr wiał bardzo mocno, były osoby, którym udało się spalić "na raka"/ "na krewetkę".... A ja ,no cóż, nie używam kremów z filtrem i nadal jestem biała. Dosłownie BIAŁA. Boję się tylko, że będę pierwszą osobą, która wróci nieopalona do domu. Byłby wstyd. Zobaczymy... Mam w końcu jeszcze trochę czasu na plażing i smażing :)
- Jardin de Cactus
2. Jaskinia wulkaniczna
3. Winiarnia (nietypowa, bo winorośle rosną w dołkach - ochrona przed wiatrem)
4. El Golfo, czyli śliczna zatoka z zieloną wodą
5. Park Narodowy Timanfaya
100 wulkanów i naturalny grill, który wykorzystuje ciepło ognisk magmowych... Po prostu cud.
To nie wszystko :) Więcej wspomnień z Wyspy Szczęśliwej już w następnym poście :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz