Klasa maturalna wymaga od każdego czytania lektur (zero śmiania się). Jeżeli przez ostatnie trzy lata czytałeś głównie streszczenia, teraz jest czas ,aby nadrobić braki. Na szczęście u mnie braków nie ma, ale ostatnim wyzwaniem stała się pewna dość nietypowa lektura.
FERDYDURKE, bo tak ją zwą, niszczy moje życie minuta po minucie. Wypożyczyłam książkę z biblioteki mając nadzieję, że w dwa dni skończę zmagania z panem Gombrowiczem.
!!B-Z-D-U-R-A!! Pan Witold nie daje mi chwili spokoju. Przez trzy pierwsze godziny męczyłam się z 10 stronami tego tworu bujnej natury. Co pan Witold miał na myśli ? Czy na pewno dobrze to zrozumiałam ? Co ta metafora oznacza? ...
Co jest w tym dziwnego ?
Otóż : "A dalej, wydało mi się w półśnie, ale już po obudzeniu, że ciało moje nie jest jednolite, że niektóre części są jeszcze chłopięce i że moja głowa wykpiwa i wyszydza łydkę, łydka
zasię głowę, że palec nabija się z serca, serce z mózgu, nos z oka, oko z nosa
rechocze i ryczy — i wszystkie te części gwałciły się dziko w atmosferze
wszechobejmującego i przejmującego panszyderstwa. "
Niech mi teraz ktoś opowie "Co autor miał na myśli?".
Przebrnięcie przez pierwszy rozdział okazało się syzyfową pracą. Gdy tylko coś przeczytałam, natychmiast traciło to sens w mojej głowie, więc zaczynałam go szukać i tak w kółko. Ale udało się...
Po wielu próbach i ciężkich staraniach znalazłam się cudem na stronie 89 i jestem z siebie dumna.
P.S. Panu Witoldowi Gombrowiczowi dziękuję za ułożenie mi życia na pół weekendu i każdy wieczór w tym tygodniu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz